Obserwatorzy

poniedziałek, 9 listopada 2015

wc - cyrk

Jakieś 20 kilogramów temu dostałam zaproszenie na widowisko cyrkowe. Nie byłoby w tym nic wielkiego gdyby nie fakt, że do tej pory cyrk kojarzył mi się jedynie z wielkim namiotem, ruszającymi się schodkami i zapachem waty cukrowej zewsząd.
Tym razem była to wielka, monumentalna budowla robiąca naprawdę duże wrażenie. Wewnątrz wielka arena otoczona wysokimi ławkami. Wszyscy krzyczą, podają sobie jakieś pakunki, jedzenie, wodę... uffff, gorąco ;-)
Jakoś to przeżyję. Skupię swoją uwagę na artystach. Są naprawdę nieźli. I ten wszechogarniający przepych, zupełnie inaczej niż na mińskiej ulicy...
Po godzinie przedstawienia ogłoszono przerwę. Całe tłumy ruszyły w kierunku toalet. Cóż, pójdę i ja. Kolejka szła wyjątkowo szybko, ale już po chwili zaczęłam tego żałować. Drzwi do toalety, a właściwie do dużego pomieszczenia nazwanego dumnie toaletą otworzyły się i dla mnie. Ale... to były jedyne drzwi ? Tak. Moim oczom ukazała się niezła scenka. Na lewej ścianie pomieszczenia wisiały olbrzymie lustra, przed którymi kobiety o charakterystycznych "krasnych gubach" poprawiały makijaż. Prawa ściana to (o zgrozo !!!) coś na kształt betonowego podwyższenia, wysokości ok 40 cm, na którym kucają kobiety. Tak, kucają, jedna przy drugiej i spokojnie załatwiają swoje potrzeby. O Święta Teresko, co ja tu robię ? Wszystko odbija się w lustrach na przeciwległej ścianie. Nie wytrzymałam dłużej i wybuchnęłam głośnym śmiechem. Wszystkie, jak jedna, spojrzały na mnie jak na idiotkę. No i w sumie miały rację. Bo tak naprawdę o co mi chodzi ?
Że toaleta, że siusiu... przecież to cyrk !!!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz