Obserwatorzy

wtorek, 24 listopada 2015

Tłumy odwiedzających

Każdy z nas ma jakieś doświadczenie ze szpitalem. Jak nie osobiste, to z kimś bliskim. Jak już wcześniej pisałam i mnie dana jest właśnie taka "przyjemność".
Dzień dzisiejszy obfituje w wizyty najbliższych. Rozumiem, każdy się martwi, chce odwiedzić bliskich, dowiedzieć się u źródła o stan zdrowia. Ale takich tłumów w malutkiej sali, nomen omen z czterema łóżkami, jeszcze chyba nie widziałam. O nie, widziałam, jak leżałam na jednej sali z kobietą narodowości romskiej, ale nie o tym teraz.
W jednym momencie na sali, poza pacjentkami, było 10 osób (do tego nas cztery). Gwar jak w ulu to mało powiedziane. Nikt nie zwracał uwagi, że może ktoś źle się czuje, że to nie jest plac zabaw dla przedszkolaków tylko oddział szpitalny. I że nikogo zdrowego tutaj nie przyjmują.
Stoją trzy łóżka, jedno przy drugim, oddzielone tylko niedużymi szafkami. Z lewej strony pięć osób, z prawej pięć a po środku leży pani. Wygląda w tym tłumie jak letnik na polu kukurydzy. Zastanawiam się tylko, w którym momencie zacznie krzyczeć.
Moje łóżko stoi po drugiej stronie. Bagatelka, jakiś metr, może półtora dalej, ale to zawsze coś. Słuchawki w uszy, fajna muzyka i spokój.
Nie piszę tego, aby użalać się na cokolwiek. Chodzi mi jedynie o to, żeby chorzy i odwiedzający pomyśleli czasami o tych, którzy leżą obok. Że może komuś przeszkadzają krzyki, głośne rozmowy i wizyta obcych ludzi, którzy bezwiednie (lub też nie) obserwują sąsiadów swoich bliskich. Uwierzcie, to na prawdę jest bardzo krępujące !
Stąd moja skromna prośba – pomyślmy czasami o innych i pamiętajmy, że ani my ani nasza rodzina nie jesteśmy pępkami świata, że wokół nas są jeszcze inni ludzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz