Zaczął się długo wyczekiwany weekend. Miała jechać w góry a
trafiła do ... Góry. Żartownisie z karetki oddali ją w ręce personelu medycznego oddziału ratunkowego pobliskiego
szpitala. No i się zaczęło. Miliony pytań, hektary badań.
Podpięli kroplówkę po czym usłyszała: tomograf głowy. Do tej pory
kurczowo uczepiona była myśli, że to tylko kłopoty z lewymi
kończynami. No może trochę z mową, ale to pewnie stres zrobił
swoje... Ale tomograf ? No to teraz wystraszyli ją na dobre.
Chwilę
zadumy przerwało szarpnięcie łóżkiem.
-
No to jedziemy - powiedział co najmniej dziwnie wyglądający koleś.
No i się zaczęło. Kręte korytarze, ciemnie światło i ta
przerażająca cisza przerywana piszczącymi kołami łóżka. Pan
sanitariusz też nie dodawał otuchy. Za krótkie spodnie, dziwny
fartuch i kretyński uśmiech przyklejony do twarzy. Pewnie próbował
być miły, ale w tej chwili nawet pogodne dziecko miałoby dla niej
twarz mordercy.
Nastąpił
kres wyprawy. Jasny pokój, miła pani... Czy nie jest zbyt miła ?
We wszystkim próbowała doszukać się podstępu. Nikt niczego nie
chciał jej powiedzieć. Słyszała tylko - trwają badania, proszę
uzbroić się w cierpliwość. Bla, bla, bla ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz