Dziś
poniedziałek. Nie da się tego ukryć. Od samego rana poruszenie na
korytarzu. Pielęgniarki biegają, co chwilę pokazuje się jakiś
lekarz. Wszyscy niecierpliwie czeka na wizytę. Około dziewiątej
wchodzi świta. Mówią o przeprowadzonych badaniach tak jasno, jakby
się na tym znała. Zrozumiała jedynie, że tomograf, który
wykonano zaraz po przyjęciu do szpitala, nie wykazał niczego
niepokojącego. Kiedy już tak sobie mądrze porozmawiali usłyszała,
że dziś zrobią jej jeszcze rezonans i wtedy wszystko powinno się
wyjaśnić.
Co
takiego ma się wyjaśnić? Dlaczego nikt nic sensownego do tej pory
nie powiedział ? Czara goryczy zaczyna się przelewać... To
wszystko trwa już zbyt długo. Bo ile można żyć w niepewności?
Ma guza a może innego raka ? O co w tym wszystkim do cholery chodzi
?
Koło
południa przychodzi lekarz i mówi, ze szpitalny rezonans ma awarię
i muszą jechać do przychodni na drugi koniec miasta. No pięknie,
jeszcze tego brakowało.
-
Panie doktorze, mam stwierdzoną klaustrofobię.
-
Na pewno nie da pani rady ? Znieczulenie to będzie kolejne
obciążenie dla organizmu. Może umówimy się tak: dostanie pani
leki i spróbujemy. Jeżeli jednak nie uda się wykonać spokojnie
badania znieczulimy panią.
-
No ok. Robicie to na swoją odpowiedzialność.
Zaraz
po tym, jak wyszedł lekarz, wpadło do sali dwóch ratowników
medycznych. Dosłownie: wpadło. Otworzyli z takim impetem drzwi, że
ze strachu zaparło jej dech w piersiach. Jeden trzymał w garści
jakieś dokumenty, drugi podjechał wózkiem i mówi:
-
No to jedziemy.
Rajd
Paryż - Dakar to nic, w porównaniu z tempem pokonywania przez tych
panów szpitalnych zakrętów. Kilka chwil i już siedziała w
karetce. Kiedy wyjechali za bramę szpitala kierowca włączył
sygnał dźwiękowy.
-
Będziemy szybciej.
Dla
nich to zabawa a ona ... miała jazdę ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz