Jest
jutro a ona wciąż nie wie, co się ze nią stało. Rano wpadł
lekarz, pomachał jej rękami, nogami, obstukał młoteczkiem.
-
Trwają badania, proszę czekać cierpliwie.
No
to się nagadał. A ona głęboko w czarnej ... Nawet najgorsza
wiadomość byłaby lepsza niż to czekanie.
Po
chwili przyszła pani rehabilitantka. Pomyślała sobie, że skoro
każą ćwiczyć to nic takiego strasznego się z nią nie dzieje. A
jednak ... najprostsze ćwiczenia sprawiały masę trudności.
Uniesienie ręki czy nogi kilka centymetrów do góry wymaga
ogromnego fizycznego wysiłku. Nigdy nie była wyjątkowo
wysportowana, ale na litość boską... wszystko ma swoje granice.
Gimnastyka sprawia, że łapie totalnego doła. A jeżeli tak już
zostanie? Co wtedy ? Dzieci, dom, praca, studia... jak to wszystko
poukłada ? Telefon się urywa. Bliscy, znajomi, wszyscy powtarzają,
że będzie dobrze, że z tego wyjdzie ... banały, no ale co mają
mówić. Nie ogarnia ! Tego jest już za dużo nawet na taką stonkę
jak ona.
Wieczorem
pozwolono jej w końcu wziąć prysznic. Pani pielęgniarka
zapakowała ją i cały jej majdan na wózek i pojechały. No i znowu
dół... Puściły nerwy i łzy popłynęły jak wodospad.
Najwidoczniej kobieta wiedziała, że tak może być. Wszystko wcześniej przygotowała.
Zanim zdążyła cokolwiek pomyśleć, było po kąpieli. Doskonale
wiedziała, że pielęgniarki są tam od tego, żeby pomagać. Ale co
ona tu robi ?
Emocje
pomału z niej zeszły i zaczęła przyglądać się łazience.
Wejście pod prysznic jest bezpośrednio z korytarza. Przez to
pomieszczenie przechodzi się do toalety (niby są drzwi, ale ktoś
wyciągnął klamkę) i dalej wychodzi bezpośrednio na korytarz. Kto
ma ochotę i sprawne nogi może sobie pobiegać w kółeczko. I gdzie
tu miejsce na trochę intymności ? Pełna koedukacja ze wszech
stron.
Pielęgniarka
zauważyła z jakim zainteresowaniem przygląda się drzwiom i
powiedziała:
-
Tak to tutaj jest, (pi,pi,pi.... nie do powtórzenia).
Nieźle
rozbawiła je ta sytuacja.Pierwszy
raz od kiedy tu trafiła udało jej się zapomnieć, chociaż na
moment, o strachu i niemocy. I kto by pomyślał... wszystko za
sprawą koedukacji ;-)