Obserwatorzy

niedziela, 27 grudnia 2015

No i po Świętach...

Święta, święta... i po świętach. Niby wszystko takie samo tylko my – starsi o kilka kilogramów ;-) Bo przecież jak można było się oprzeć kolejnej porcji kuti czy pierogów z grzybami ?

Ale czy to aż takie ważne ? Święta z rodziną – to jest najważniejsze. Wspólna kolacja, żarty, śmichy chichy – to jest to !

A na sam koniec nur pod choinkę, prosto w prezenty ... nie, żeby to było aż takie ważne, tzn prezenty, ale miło jest popatrzeć na czyjąś radość, kiedy trafiło się, tzn Mikołaj trafił, w gust z prezentami ;-)


 Znalezione obrazy dla zapytania mikołaj






środa, 23 grudnia 2015

Wesołych Świąt

Zdrowych i spokojnych Świąt pełnych szczęścia i miłości. Wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze.



poniedziałek, 21 grudnia 2015

Kubek gorącej kawy

Siedzę przy choince z kubkiem gorącej kawy ... wspomnienia to chyba coś najpiękniejszego, co pozostaje w nas na zawsze.

Wczoraj robiliśmy pierwsze, świąteczne wypieki. Foremki babci Marysi na pierniczki i ciasteczka korzenne, przepis na kuwriki babci Karoliny... po latach budzą całą masę wspomnień i emocji. Myślę, że są z nas dumne patrząc gdzieś tam z góry...
 
Zapach pierników, przyprawy korzennej i nic więcej w danej chwili do szczęścia nie jest potrzebne... No może kutia, ale tą robimy już w samą Wigilię, więc jakoś te dwa dni muszę jeszcze poczekać ;-)





Kuwriki - ciastka na bazie smalcu, śmietany i mąki, przełożone powidłami i obtoczone w cukrze pudrze. Istne szaleństwo i bomba kaloryczna, ale za to jaki smak ...

piątek, 11 grudnia 2015

Pierwszy przypadek grypy na świecie.

Przez długi czas byłam niemal przekonana, że choroba typu "pierwszy przypadek grypy na świecie" dopada jedynie facetów. Okazało się jednak, że ta przypadłość nie oszczędza również kobiet.

Taka sytuacja :
  • Oj jak mi źle.
  • Masz temperaturę ?
  • Nie wiem.
  • To zmierz. I jak ? Ile?
  • 37.
  • To całkiem normalna, spokojnie, do przeżycia.
  • Tak mi niedobrze.
  • Od czego ?
  • Jak to od czego ? Jestem chora !

I jak tu zachować powagę ? W niektórych środowiskach lekarskich taka temperatura uznawana jest za całkiem normalną a tutaj ? Po prostu czysty dramat.
Nigdy chyba nie zrozumiem, dlaczego niektórzy ludzie tak bardzo lubią użalać się nad sobą. Chęć pokazania, że "tutaj jestem, zauważ mnie", a może po prostu "przytul mnie bo jestem sam jak palec w... " ?

Kiedy na co dzień spotykasz ludzi, którzy walczą o każdy dzień, o każdą minutę życia... to kiedy widzisz takich "ciężko chorych" dopada cię totalny wk... (pi, pi, pi...) na maksa !

środa, 9 grudnia 2015

(13)

Wieczorem długo nie mogła zasnąć. W myślach dziękowała temu, kto wymyślił słuchawki . Dzięki nim i muzyce mogła zupełnie odcinać się od odgłosów szpitala. Jutro do domu. Super, cieszyła się jak małe dziecko. Miała tylko nadzieję, ze zanim stąd wyjdzie dowie się o co w tym wszystkim chodzi, jaka cholera zabrała jej moc.

Kolejny ranek i kolejny lekarski obchód.
- Tak jak wczoraj mówiliśmy, wychodzi pani dzisiaj do domu. Wypis będzie około południa.
- Panie doktorze, ale czy ja mogę się w końcu dowiedzieć co mi jest ?
- Wszystko będzie na wypisie.

No i masz babo placek. Ależ oni tajemniczy. Szkoda tylko, że żaden z nich nie pomyśli, co czuje pacjent czekając kolejne godziny na jakąkolwiek informację o swoim stanie zdrowia. Cóż, czekała już kilka dni, to i poczeka tych kilka godzin. Najważniejsze, że wraca dziś do domu. Bardzo brakowało jej bliskich. Co prawda odwiedzali ją każdego dnia, jednak to nie to samo. Chciała do domu !

niedziela, 6 grudnia 2015

O umieraniu z miłości

Znowu czwarta nad ranem a sen poszedł precz. Włączyłam radio. Myslovitz śpiewa, że chciałby umrzeć z miłości... No cóż, jego wybór.

Ale zostawmy Artura i wróćmy do snu, a raczej jego braku. Człowiek powinien być tak zaprogramowany, żeby mógł wieczorem wyłączyć źródło zasilania i odpalić je o odpowiedniej godzinie, już rano... Ale wymyśliłam, co ? Brednie jakieś, ale po kilku nieprzespanych nocach różne dziwne pomysły przychodzą do głowy ;-) Bo co robić jak cały dom śpi ? Tak, można poczytać, posłuchać o umieraniu z miłości... ale ile można ?

Czarna herbata myśli rozjaśnia. Wydziergam kolejnego aniołka. Aniołka na szczęście, dzierganego nocą ciemną, że oko wykol ...




A w radio Nazareth i ich Love Hurts ... czy oni się wszyscy wściekli ? Jeden chce umrzeć z miłości, drugi śpiewa, że miłość rani, sprawia ból ?
Zmieniam stacje a tam John Legend twierdzi, że nie wie co go trafiło, oszołomiło, ale będzie z nim dobrze. Chociaż ten coś pozytywnego wyśpiewuje ...

piątek, 4 grudnia 2015

(12)

Rozmowę przerwała pani rehabilitantka. Przerobiły zestaw ćwiczeń. Miała wrażenie, że leki zaczynają działać. Po woli zaczyna samodzielnie poruszać nogą i ręką. Co prawda "tańczą" na wszystkie strony, zupełnie nie licząc się z jej poleceniami, jednak czuje, ze wracają siły. Od razu lepiej. Do tego wizja jutrzejszego wypisu... jest dobrze.
Skończywszy jej ćwiczenia, rehabilitantka podchodzi do starszej pani.
- Pani Janinko, będziemy ćwiczyć.
- Daj mi spokój, nie będę machać nogami jak jakiś wariat.
- Pani Janinko - odpowiedziała ze stoickim spokojem - Pani musi ćwiczyć. Rehabilitacja w pani stanie to podstawa samodzielnego funkcjonowania.
- Coś ci powiem kochana, ja mam już swoje lata i dobrze wiem, czego mi potrzeba. Pozwólcie mi iść do domu. Zrobię sobie ręczne pranie, później szybciutko, żeby nie zalać wodą podłogi, na balkon. To jest rehabilitacja a nie jakieś machanie rękami i nogami jak pajac.
Na Janinkę nie było mocnych. Żadne argumenty nie przemawiały. Za moment przyszła Jej wnuczka, która pracuje w szpitalu. Wiedziała już o buncie babci.
- Babuniu, nie rób problemów.
- Widzi pani co ja z nią mam? Ostatnim razem jak nie chciałyśmy jej z mamą zabrać do domu, to zamówiła taksówkę pod szpital i zanim ktokolwiek się zorientował, ta już zadzwoniła do mnie, żebyśmy przypadkiem jej nie szukali. Zanim dotarłam do jej mieszkania zdążyła ugotować obiad. Kiedyś przez nią oszaleję - dodała z uśmiechem na twarzy patrząc z miłością na babcię, która zadowolona z siebie patrzyła na nią wymownie.
- Nie będę robiła problemów jak mnie stąd zabierzesz. Jak nie, to znowu ucieknę.
Rozbawiała wszystkich do łez. Cudowna kobieta. Skoro babciunia, po kilku wylewach ma takie podejście do życia i zupełnie się nie poddaje, to ona tym bardziej nie może. Pani Janina, zupełnie przypadkiem, stała się dla niej wzorem do naśladowania. A "teoria Janinki" na temat najlepszej rehabilitacji wcale nie jest taka głupia. Na pewno będzie ją stosować. A co !
Jakoś, wspólnymi siłami, udało się udobruchać Panią Janinkę do pozostania w szpitalu. Warunek był jeden : żadnej rehabilitacji.

czwartek, 3 grudnia 2015

Siła złego na jednego ?

Rozumiem, że nieszczęścia chodzą parami , ale ile takich par może być jednocześnie ? Co i ile jeszcze ? Dobrze, do jednej z tych par zdążyłam (a właściwie nie miałam wyjścia) już się przyzwyczaić i prawie już ją zaakceptować, że jest i zawsze ze mną będzie. Że mam "przyjaciela" do końca życia, że ten jest naprawdę prawdziwy i nigdy mnie nie zostawi ;-) 
 Ale reszta ? To już delikatnie mówiąc przesada.

A swoją drogą... wierzycie w zauroczenia i przekleństwa ? W to, że ktoś rzuci urok, czar i to działa ? Brzmi irracjonalnie, wiem, ale coraz częściej zaczynam się nad tym zastanawiać.
Kiedyś wspomniałam o tym swoim przyjaciołom ze wschodu. Oni w to wierzą. Tam wszyscy wciąż w to wierzą i na porządku dziennym są tzw. baby. Czy u nas też są jeszcze tacy ludzie ? Tacy odczyniacze zła ?

wtorek, 1 grudnia 2015

(11)

Kolejny dzień i kolejna świta zawitała do sali około dziewiątej. Przewodzi im starszy (dużo starszy) pan. Słyszała, że ordynator neurologii jest już wiekowym człowiekiem, ale ... nie myślała, że aż tak. Podszedł do jej łóżka a lekarz prowadzący poopowiadał mu o tym, w jakim stanie trafiła do szpitala, jakie badania ma już wykonane i że w dalszym ciągu czekają na wynik rezonansu. Popatrzył na nią przez chwilę i przemówił (głos miał równie słaby i wiekowy jak on sam):
- Proszę się przejść.
Zrobiła kilka kroków niebezpiecznie chwiejąc się na boki. Tak naprawdę nawet na to nie patrzył. Zwrócony w zupełnie innym kierunku mówi:
- Do domu.
Tylko tyle? Do domu? A kto do cholery w końcu powie, o co w tym wszystkim chodzi? Naraz, ściszonym głosem, odzywa się jeden z towarzyszących mu lekarzy.
- Ale panie ordynatorze, dzisiaj podłączamy pani ostatnią dawkę leku.
- To jutro - odparł gwiazdor neurologii człapiąc do kolejnej pacjentki.
- Tą dzisiaj pionizujemy.
Zrozumiała już dawno, że dla większości lekarzy pacjenci są kolejnym przypadkiem medycznym, ale czy nie należy im się chociaż trochę szacunku? Zwykłej ludzkiej życzliwości?
- Ale panie ordynatorze - odzywa się ten sam młody lekarz - pani jest po wylewie i krwiak mózgu się nie wchłania.
- No to niech leży.
Nie, to już było ponad jej siły. Ten człowiek zupełnie nie ogarnia, co się tutaj dzieje. Gdyby nie jego świta, która na szczęście panuje nad sytuacją, miałaby przerwane leczenie a jej sąsiadka... być może przerwane życie.
Byle do jutra i ani minuty dłużej. Niech się dzieje co chce. Wypisuje się na własne żądanie.
Całej tej sytuacji przyglądała się druga z sąsiadek niedoli. Kobieta starsza od niej o czterdzieści lat. Jest po kilku wylewach, ma problemy z chodzeniem.
- Nie przejmuj się dziecko. Jutro pójdziesz do domu i od razu będziesz o niebo zdrowsza. Nie ma co tutaj siedzieć. Ten stary ma już większą sklerozę ode mnie a do tego głuchy jak pień.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Czwarta nad ranem...

Jest godzina 3:20.  Kolejna nocka z głowy. Ból przyczepił się do moich nóg dwa tygodnie temu. Jak rzep do psiego ogona. Że też nie miał do kogo ...
Próbowałam poczytać książkę. Kiedy dotarło do mnie, że to samo zdanie czytam już chyba piąty raz – odpuściłam.

"Czwarta nad ranem, może sen przyjdzie ... ".

Nie przychodzi ...

"... Już piąta, może sen przyjdzie ..."







niedziela, 29 listopada 2015

(10)

Czekając na badanie, w głowie kłębiła jej się tylko jedna myśl - czy uda się przez to przejść bez znieczulenia? Nagle z gabinetu badań wychodzi mały chłopiec. Może mieć jakieś sześć, siedem lat, nie więcej. Podchodzi do niego mama a ten:
- Fajnie było. Pani dała mi stopery do uszu, tylko trochę pukało. I cały czas ze mną gadała.
Matko kochana, skoro to dziecko przeszło badanie bez paniki i strachu to co ona ma teraz zrobić ? Spanikować i poprosić o znieczulenie ? O żesz ... No to ma zagwozdkę na maksa. Nie! Spróbuję jakoś to przejść. Sama, bez pomocy. Mały chłopiec się nie bał a ona, stara baba będzie panikować? Wstyd. Po prostu musi i już. Może jej odwaga wzięła się z tego, że przed wyjazdem ze szpitala zaaplikowano silny lek na uspokojenie ? Nie ważne, może. Grunt, że działa !
No i się udało. Przełamała strach przed wjazdem do tunelu. Chociaż jeden pozytyw w tej całej sytuacji. Kto by pomyślał...

Teraz siad płaski na wózek, karetka, jazda figurowa przez miasto i znów ląduję w szpitalnym łóżku. A tam czeka na nią kolejna butla sterydów, po których tak pięknie giną zmarszczki na twarzy. Porządnie spuchnięta, to i gładka jak tafla szkła ;-)

I znowu wieczór. Mija kolejny dzień a ona w dalszym ciągu nie wie, co się z nią stało ...



sobota, 28 listopada 2015

(9)

Dziś poniedziałek. Nie da się tego ukryć. Od samego rana poruszenie na korytarzu. Pielęgniarki biegają, co chwilę pokazuje się jakiś lekarz. Wszyscy niecierpliwie czeka na wizytę. Około dziewiątej wchodzi świta. Mówią o przeprowadzonych badaniach tak jasno, jakby się na tym znała. Zrozumiała jedynie, że tomograf, który wykonano zaraz po przyjęciu do szpitala, nie wykazał niczego niepokojącego. Kiedy już tak sobie mądrze porozmawiali usłyszała, że dziś zrobią jej jeszcze rezonans i wtedy wszystko powinno się wyjaśnić.
Co takiego ma się wyjaśnić? Dlaczego nikt nic sensownego do tej pory nie powiedział ? Czara goryczy zaczyna się przelewać... To wszystko trwa już zbyt długo. Bo ile można żyć w niepewności? Ma guza a może innego raka ? O co w tym wszystkim do cholery chodzi ?
Koło południa przychodzi lekarz i mówi, ze szpitalny rezonans ma awarię i muszą jechać do przychodni na drugi koniec miasta. No pięknie, jeszcze tego brakowało.
- Panie doktorze, mam stwierdzoną klaustrofobię.
- Na pewno nie da pani rady ? Znieczulenie to będzie kolejne obciążenie dla organizmu. Może umówimy się tak: dostanie pani leki i spróbujemy. Jeżeli jednak nie uda się wykonać spokojnie badania znieczulimy panią.
- No ok. Robicie to na swoją odpowiedzialność.
Zaraz po tym, jak wyszedł lekarz, wpadło do sali dwóch ratowników medycznych. Dosłownie: wpadło. Otworzyli z takim impetem drzwi, że ze strachu zaparło jej dech w piersiach. Jeden trzymał w garści jakieś dokumenty, drugi podjechał wózkiem i mówi:
- No to jedziemy.
Rajd Paryż - Dakar to nic, w porównaniu z tempem pokonywania przez tych panów szpitalnych zakrętów. Kilka chwil i już siedziała w karetce. Kiedy wyjechali za bramę szpitala kierowca włączył sygnał dźwiękowy.
- Będziemy szybciej.
Dla nich to zabawa a ona ... miała jazdę ;-)


piątek, 27 listopada 2015

(8)

Jest jutro a ona wciąż nie wie, co się ze nią stało. Rano wpadł lekarz, pomachał jej rękami, nogami, obstukał młoteczkiem.
- Trwają badania, proszę czekać cierpliwie.
No to się nagadał. A ona głęboko w czarnej ... Nawet najgorsza wiadomość byłaby lepsza niż to czekanie.
Po chwili przyszła pani rehabilitantka. Pomyślała sobie, że skoro każą ćwiczyć to nic takiego strasznego się z nią nie dzieje. A jednak ... najprostsze ćwiczenia sprawiały masę trudności. Uniesienie ręki czy nogi kilka centymetrów do góry wymaga ogromnego fizycznego wysiłku. Nigdy nie była wyjątkowo wysportowana, ale na litość boską... wszystko ma swoje granice. Gimnastyka sprawia, że łapie totalnego doła. A jeżeli tak już zostanie? Co wtedy ? Dzieci, dom, praca, studia... jak to wszystko poukłada ? Telefon się urywa. Bliscy, znajomi, wszyscy powtarzają, że będzie dobrze, że z tego wyjdzie ... banały, no ale co mają mówić. Nie ogarnia ! Tego jest już za dużo nawet na taką stonkę jak ona.

Wieczorem pozwolono jej w końcu wziąć prysznic. Pani pielęgniarka zapakowała ją i cały jej majdan na wózek i pojechały. No i znowu dół... Puściły nerwy i łzy popłynęły jak wodospad. Najwidoczniej kobieta wiedziała, że tak może być. Wszystko wcześniej przygotowała. Zanim zdążyła cokolwiek pomyśleć, było po kąpieli. Doskonale wiedziała, że pielęgniarki są tam od tego, żeby pomagać. Ale co ona tu robi ?
Emocje pomału z niej zeszły i zaczęła przyglądać się łazience. Wejście pod prysznic jest bezpośrednio z korytarza. Przez to pomieszczenie przechodzi się do toalety (niby są drzwi, ale ktoś wyciągnął klamkę) i dalej wychodzi bezpośrednio na korytarz. Kto ma ochotę i sprawne nogi może sobie pobiegać w kółeczko. I gdzie tu miejsce na trochę intymności ? Pełna koedukacja ze wszech stron.
Pielęgniarka zauważyła z jakim zainteresowaniem przygląda się drzwiom i powiedziała:
- Tak to tutaj jest, (pi,pi,pi.... nie do powtórzenia).

Nieźle rozbawiła je ta sytuacja.Pierwszy raz od kiedy tu trafiła udało jej się zapomnieć, chociaż na moment, o strachu i niemocy. I kto by pomyślał... wszystko za sprawą koedukacji ;-)

czwartek, 26 listopada 2015

Do boju !

Właśnie dowiedziałam się, że znowu jestem w "czarnej dupie". Ale wiecie co? Obiecałam sobie, że ten stan potrwa maksymalnie do jutra. Trzeba brać się w garść i dalej walczyć o każdy dzień. Bo mam dla kogo !!!

Od jutra zaczynam kolejną bitwę, wytyczam kolejne szlaki  i mam nadzieję, że znowu trafię tylko na tych uczciwych i dobrych ludzi.
Wielu uważa, że to gatunek na wymarciu, ale ja wciąż twierdzę, że jeszcze istnieje ;-)
Czego życzę sobie i wszystkim innym :-)