Kolejny
dzień i kolejna świta zawitała do sali około dziewiątej.
Przewodzi im starszy (dużo starszy) pan. Słyszała, że ordynator
neurologii jest już wiekowym człowiekiem, ale ... nie myślała, że
aż tak. Podszedł do jej łóżka a lekarz prowadzący poopowiadał
mu o tym, w jakim stanie trafiła do szpitala, jakie badania ma już
wykonane i że w dalszym ciągu czekają na wynik rezonansu.
Popatrzył na nią przez chwilę i przemówił (głos miał równie
słaby i wiekowy jak on sam):
-
Proszę się przejść.
Zrobiła
kilka kroków niebezpiecznie chwiejąc się na boki. Tak naprawdę
nawet na to nie patrzył. Zwrócony w zupełnie innym kierunku mówi:
-
Do domu.
Tylko
tyle? Do domu? A kto do cholery w końcu powie, o co w tym wszystkim
chodzi? Naraz, ściszonym głosem, odzywa się jeden z towarzyszących
mu lekarzy.
-
Ale panie ordynatorze, dzisiaj podłączamy pani ostatnią dawkę
leku.
-
To jutro - odparł gwiazdor neurologii człapiąc do kolejnej
pacjentki.
-
Tą dzisiaj pionizujemy.
Zrozumiała
już dawno, że dla większości lekarzy pacjenci są kolejnym
przypadkiem medycznym, ale czy nie należy im się chociaż trochę
szacunku? Zwykłej ludzkiej życzliwości?
-
Ale panie ordynatorze - odzywa się ten sam młody lekarz - pani jest
po wylewie i krwiak mózgu się nie wchłania.
-
No to niech leży.
Nie,
to już było ponad jej siły. Ten człowiek zupełnie nie ogarnia,
co się tutaj dzieje. Gdyby nie jego świta, która na szczęście
panuje nad sytuacją, miałaby przerwane leczenie a jej sąsiadka...
być może przerwane życie.
Byle
do jutra i ani minuty dłużej. Niech się dzieje co chce. Wypisuje
się na własne żądanie.
Całej
tej sytuacji przyglądała się druga z sąsiadek niedoli. Kobieta
starsza od niej o czterdzieści lat. Jest po kilku wylewach, ma
problemy z chodzeniem.
-
Nie przejmuj się dziecko. Jutro pójdziesz do domu i od razu
będziesz o niebo zdrowsza. Nie ma co tutaj siedzieć. Ten stary ma
już większą sklerozę ode mnie a do tego głuchy jak pień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz