Obserwatorzy

niedziela, 6 grudnia 2015

O umieraniu z miłości

Znowu czwarta nad ranem a sen poszedł precz. Włączyłam radio. Myslovitz śpiewa, że chciałby umrzeć z miłości... No cóż, jego wybór.

Ale zostawmy Artura i wróćmy do snu, a raczej jego braku. Człowiek powinien być tak zaprogramowany, żeby mógł wieczorem wyłączyć źródło zasilania i odpalić je o odpowiedniej godzinie, już rano... Ale wymyśliłam, co ? Brednie jakieś, ale po kilku nieprzespanych nocach różne dziwne pomysły przychodzą do głowy ;-) Bo co robić jak cały dom śpi ? Tak, można poczytać, posłuchać o umieraniu z miłości... ale ile można ?

Czarna herbata myśli rozjaśnia. Wydziergam kolejnego aniołka. Aniołka na szczęście, dzierganego nocą ciemną, że oko wykol ...




A w radio Nazareth i ich Love Hurts ... czy oni się wszyscy wściekli ? Jeden chce umrzeć z miłości, drugi śpiewa, że miłość rani, sprawia ból ?
Zmieniam stacje a tam John Legend twierdzi, że nie wie co go trafiło, oszołomiło, ale będzie z nim dobrze. Chociaż ten coś pozytywnego wyśpiewuje ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz