Znowu
czwarta nad ranem a sen poszedł precz. Włączyłam radio. Myslovitz
śpiewa, że chciałby umrzeć z miłości... No cóż, jego wybór.
Ale
zostawmy Artura i wróćmy do snu, a raczej jego braku. Człowiek
powinien być tak zaprogramowany, żeby mógł wieczorem wyłączyć
źródło zasilania i odpalić je o odpowiedniej godzinie, już
rano... Ale wymyśliłam, co ? Brednie jakieś, ale po kilku
nieprzespanych nocach różne dziwne pomysły przychodzą do głowy
;-) Bo co robić jak cały dom śpi ? Tak, można poczytać,
posłuchać o umieraniu z miłości... ale ile można ?
Czarna
herbata myśli rozjaśnia. Wydziergam kolejnego aniołka. Aniołka na
szczęście, dzierganego nocą ciemną, że oko wykol ...
A
w radio Nazareth i ich Love Hurts ... czy oni się wszyscy wściekli
? Jeden chce umrzeć z miłości, drugi śpiewa, że miłość rani,
sprawia ból ?
Zmieniam
stacje a tam John Legend twierdzi, że nie wie co go trafiło,
oszołomiło, ale będzie z nim dobrze. Chociaż ten coś pozytywnego
wyśpiewuje ...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz