Wiem...
bardzo dawno mnie tutaj nie było... Dowiedziałam się, że wiele
osób, które czyta moje teksty płacze... a wcale nie o to mi
chodziło.
Chociaż
czasami warto sobie tak po prostu poryczeć.
Jednak
jak by tego nie nazywać - nie miałam najmniejszego zamiaru nikogo
zasmucać, zasmucić, a już broń Panie Boże nie pozwalam nikomu
rozczulać się nade mną i sytuacjami tu opisywanymi. Wszystko co
się tu wydarza to samo życie. Raz jest wesołe i radosne, przynosi
całe pokłady szczęścia, pozytywnych emocji a raz... zupełnie i
generalnie do dupy. Tak to już ktoś zaprojektował.
"Na
poziomie emocji jesteśmy wściekli na chorobę,lekarzy, przypadek.
Trzeba uchwycić się za uzdę i powiedzieć sobie: "Stop,
przestań panikować. Jak jesteś wierzący to nie daj się zepchnąć
w otchłań rozpaczy, która może być destrukcyjna, ale po drabince
step by step z tego dołka psychicznego wychodź, żebyś zachował
godność i wiarę"". (ks. Jan Kaczkowski, "Życie na
pełnej petardzie").
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz