Tak,
wiem... systematyczności na tym blogu to Ty nie doświadczysz, drogi
czytelniku. Mam jednak nadzieję, że zostanie mi to kiedyś
wybaczone ;-)
Po
ostatniej akcji "fryzjer" zamieściłam wpis na portalu
społecznościowym. Adresowany był do osób z naszej, lokalnej
społeczności. I co ? I okazało się, że nie ma wśród nas osób
potrzebujących wsparcia, pomocy, że wszyscy są zdrowi i
szczęśliwi. Naprawdę w to wierzycie ? Bo ja nie ! Tylko dlaczego
nie potrafimy o tym mówić ? Dlaczego nikt z nas nie widzi, że
gdzieś po sąsiedzku kobieta czy facet od dawna nie wychodzą z domu
? Może potrzebują właśnie kogoś takiego jak Ty, kto wyciągnie
do nich rękę ? Doskonale rozumiem, że nie odezwały się osoby
potrzebujące takiego wsparcia. Bardzo trudno jest się do tego
przyznać, mówić o chorobie i o tym, że kompletnie sobie z tym nie
radzimy. Ale rodzina czy sąsiedzi ? Oni na prawdę tego nie widzą ?
Tak, wiem,
organizowane są wielkie akcje, piękne i na prawdę poruszające
serce. Jednak nie do końca o taką pomoc mi chodziło. Nie o
zbiórkę pieniędzy na leczenie, ale o chwilę rozmowy, o bycie
przez moment z kimś, kto tego na prawdę potrzebuje.
W
żadnym wypadku nie chcę tutaj nikogo osądzać, nie twierdzę
również, że nie interesuje nas to, co dzieje się dookoła.
Czasami jednak może warto zrobić coś tak zupełnie bezinteresownie
? Sprawić, że ktoś poczuje się znowu potrzebny i wrócą mu siły
do walki o jutro ?
Zrobiło
się troszkę smutno i nostalgicznie ... ale mimo wczesnej pory
słońce wygląda zza chmur, będzie piękny dzień. Kolejny piękny
dzień na własnych nogach :-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz